Otrzymałem go powiedzmy w nagrodę za dostanie się na studia. Był w kiepskim stanie - pognieciony, przerdzewiały w wielu miejscach.. wyglądał wtedy mniej więcej tak:
![]() |
| Zdjęcie ze strony caban.pl (pozostałe również) gdzie maluszek jest wstawiomy (nie mam niestety oryginalnych fotek po awarii dysku pare lat temu) |
Na zdjęciu ma już białe felgi i pryśnięty na szybko zardzewiały przód.
Następnie nadeszły wakacje i dużo czasu na poprawki, więc od naprawiania drobiazgów do tego że auto stoi bez szyb i jest przeze mnie przygotowywane do malowania minęła tylko chwila :) I tak po wielu godzinach klepania, szpachlowania i szlifowania powstała taka oto kompozycja:
![]() |
| I tak z zamierzonych płomieni powstał "zygzak" - już wiadomo dlaczego "Pisanka" :) |
Wiele materiałów foto i video przepadło bezpowrotnie jednak to co udało mi się zgromadzić znajduje się tutaj lub w galerii.
Maluszek towarzyszył mi przez dość długo. Należał do klubu Terytorium 126p oraz zaliczył niezliczone wycieczki no i rzecz jasna wiele wyścigów skrzyżowaniowych. :) Oczywiście, wraz z powiększającym się doświadczeniem, modyfikowałem to i tamto. Jednak duży krok na przód nastąpił przy okazji uszkodzenia mojej Pisanki przez nieznanych sprawców poruszających się jak udało się ustalić później bordowym fiatem 125p po którym został mi tylko znaczek.. na dodatek zabrała mi go policja :(
Maluch został wgnieciony brutalnie w latarnie pod moim blokiem.
![]() |
| Reanimacja po napadzie w wykonaniu fiata 125p |
![]() |
| Silnik 126p rozebrany do remontu i modyfikacji |
Oprócz naprawy samej karoserii i pękniętego wahacza zrobiłem również modyfikacje silnika i zawieszenia:
SILNIK / WYDECH
- Przerobione tłoki (zdjęta masa, wyważone)
- Wypolerowane zawory, kolektory wlotowe i wylotowe, ścięte prowadnice.
- Podkładki pod sprężynami zaworów ok. 2mm (lepszy docisk zaworu)
- Przerobiony gaźnik.
- Splanowana głowica ok. 1,5mm
- Przerobiony dolot powietrza.
- Tłumik szmerów ssania zastąpiony aluminiowa rurka ok. 50mm
- turbinka kowalskiego
ZAWIESZENIE / HAMULCE / KOŁA
- Przód - Kola standard 12 cali
- Tył - Kola 135/70/13 cali prawie standard ;)
- Przerobiony uchwyt od szczek hamulcowych (nie obcierają - mniejszy opór przy nagrzanych hamulcach)
Po całej akcji Pisanka nabrała nowego wigoru.. wielu nie wierzy ale maluch rozpędzał się do ponad 130 km/h z 4 osobami na pokładzie... :) Może niewielkim dowodem będzie dwukrotna wymiana zmielonej
skrzyni biegów :)
Do końca kiedy ja go posiadałem wyglądał tak:
Sprzedany miłej młodej Pani w celach nauki jazdy... znajomi kilka razy później go widzieli, jednak mnie nie było to dane..
_________________________________________________________________________________
Moim drugim autem był FORD Escort C kupiony nie długo przed otwarciem granicy zachodniej dla niemieckich aut, więc ceny były jeszcze spore. Udało mi się jednak znaleźć sztukę za 1600 zł, podczas gdy podobne chodziły po 6000 - 8000 zł... oczywiście stan był adekwatny do ceny ;) Auto stało na wsi pod stodołą.. nie odpalało, maska i dach pogniecione przez bawiące się w okolicy dzieciaki. Pozytywów było niewiele - Silnik dało się obrócić, miał papiery :) i o dziwo bardzo ładnie zachowane wnętrze. Niestety nie posiadam zdjęć auta z tamtego czasu. Najstarsze zdjęcie jakie znalazłem jest już z przygotowania do lakieru. Jako, że nie posiadałem własnego garażu, całość udało się zrobić na terenie znajomego. Miał serwis Skody i ogólnie mechanikę pojazdową.
Najwięcej zabawy było z odpaleniem silnika, który stawiał czynny opór bo najwyraźniej postanowił pozostać na emeryturze :) Postanowiłem nie zabierać się za nic innego, jeśli motor nie odpali więc próbowałem wszystkiego... Nie odpalany od lat miał zapieczone pierścienie i po długich próbach myślałem, że będzie konieczna ich wymiana. Trochę podłamany na wieczór stwierdziłem, że dam Escortowi ostatnią szansę zanim rozpruję mu silnik. We wszystkie cylindry rozlałem prawie całą butelkę WD40 i poszedłem do domu.
Rano już raczej zrezygnowany, wkręciłem świece, założyłem akumulator i kręcę... raz.. drugi i nic.. mówię sobie do trzech razy sztuka, a potem daję spokój. Wtedy silnik ożył wyrzucając całe to WD40 przez rurę wydechową, robiąc przy okazji spektakularną zasłonę dymnią :)) Uradowany jak dziecko, dałem mu się chwilę pokręcić, a potem odpaliłem jeszcze kilka razy dla pewności. Przejechałem się po okolicy i pełen energii zabrałem się do dalszej pracy.
Hamulce, olej, płyn w chłodnicy, filtry, regulacja gaźnika, wymiana maski, pranie wnętrza, autoalarm no i sprzęt audio.. później zbieżność i nowe opony i jeszcze kilka drobiazgów.
Po tym wszystkim zbudowałem prowizoryczną wiatę z namiotu ogrodowego i resztek jakiegoś stelaża, a następnie rozebrałem auto do lakierowania. Kilka dziur, wgnieceń do zrobienia i ciągle niewiele doświadczenia.
Wujek, który robi łodzie motorowe i żaglowe, dał mi radę, żebym nie bawił się w spawanie skoro nie mam doświadczenia, tylko użył metody stosowanej właśnie przy łodziach - włókno szklane i żywica epoksydowa.
Wielu powie, ze to beznadziejny pomysł, ale ja uważam, że był bardzo trafiony. Dobrze przygotowane podłoże i później solidne wykończenie naprawy przy pomocy włókna, daje w efekcie bardzo mocną i sztywną strukturę, która co najważniejsze nie zardzewieje ponownie NIGDY :)
Trzymając się wytycznych wujka, efekt jak na pierwszy raz wyszedł lepiej niż myślałem.
Malowanie tym razem zrobiłem pistoletem - nie był to wymarzony sprzęt, ale na pewno lepszy niż puszka sprayu. Niestety nie miałem odwadniacza, ponieważ nie wiedziałem, że coś takiego w ogóle występuje w przyrodzie ;) Podczas malowania prysnęło kilka kropelek wody.. do tego z dyszy kilka razy kapnął lakier, ale jakoś poszło.
Najwięcej zabawy było z odpaleniem silnika, który stawiał czynny opór bo najwyraźniej postanowił pozostać na emeryturze :) Postanowiłem nie zabierać się za nic innego, jeśli motor nie odpali więc próbowałem wszystkiego... Nie odpalany od lat miał zapieczone pierścienie i po długich próbach myślałem, że będzie konieczna ich wymiana. Trochę podłamany na wieczór stwierdziłem, że dam Escortowi ostatnią szansę zanim rozpruję mu silnik. We wszystkie cylindry rozlałem prawie całą butelkę WD40 i poszedłem do domu.
Rano już raczej zrezygnowany, wkręciłem świece, założyłem akumulator i kręcę... raz.. drugi i nic.. mówię sobie do trzech razy sztuka, a potem daję spokój. Wtedy silnik ożył wyrzucając całe to WD40 przez rurę wydechową, robiąc przy okazji spektakularną zasłonę dymnią :)) Uradowany jak dziecko, dałem mu się chwilę pokręcić, a potem odpaliłem jeszcze kilka razy dla pewności. Przejechałem się po okolicy i pełen energii zabrałem się do dalszej pracy.
Hamulce, olej, płyn w chłodnicy, filtry, regulacja gaźnika, wymiana maski, pranie wnętrza, autoalarm no i sprzęt audio.. później zbieżność i nowe opony i jeszcze kilka drobiazgów.
Po tym wszystkim zbudowałem prowizoryczną wiatę z namiotu ogrodowego i resztek jakiegoś stelaża, a następnie rozebrałem auto do lakierowania. Kilka dziur, wgnieceń do zrobienia i ciągle niewiele doświadczenia.
Wujek, który robi łodzie motorowe i żaglowe, dał mi radę, żebym nie bawił się w spawanie skoro nie mam doświadczenia, tylko użył metody stosowanej właśnie przy łodziach - włókno szklane i żywica epoksydowa.
Wielu powie, ze to beznadziejny pomysł, ale ja uważam, że był bardzo trafiony. Dobrze przygotowane podłoże i później solidne wykończenie naprawy przy pomocy włókna, daje w efekcie bardzo mocną i sztywną strukturę, która co najważniejsze nie zardzewieje ponownie NIGDY :)
Trzymając się wytycznych wujka, efekt jak na pierwszy raz wyszedł lepiej niż myślałem.
Malowanie tym razem zrobiłem pistoletem - nie był to wymarzony sprzęt, ale na pewno lepszy niż puszka sprayu. Niestety nie miałem odwadniacza, ponieważ nie wiedziałem, że coś takiego w ogóle występuje w przyrodzie ;) Podczas malowania prysnęło kilka kropelek wody.. do tego z dyszy kilka razy kapnął lakier, ale jakoś poszło.
Zadowolony oglądałem efekt mojej pracy i odkryłem 500 muszek atakujących mój jeszcze lepki lakier :(
Na szczęście późniejsza polerka poradziła sobie z większością niedoskonałości i usunęła tak zwane "podpisy lakiernika" :)
Obowiązkowo po zakończeniu wyczerpującego remontu znalazłem ładne koła - trafiły się oryginalne 14 calowe RSy w dobrej cenie. Po odświeżeniu i zamontowaniu felg, finalnie całość wyglądała tak:
_________________________________________________________________________________
Fiat 126p "the Pearl"
Powrót do maluszka.. tym razem biała perełka. Nabyty w sumie przez przypadek od znajomej mojego ojca, która potrzebowała "jakiegoś" komputera, a że taki posiadałem (stary PC - wartość około 150 zł) namówiłem ich na transakcję bezgotówkową ;). Stan blacharki bardzo słaby - dziurawa podłoga, drzwi kierowcy nie nadające się do uratowania, na błotnikach nakładki plastikowe, z których jedna odeszła dosłownie z błotnikiem.. Jednak podjąłem się wyzwania, ponieważ była to kolejna okazja na zdobywanie doświadczenia w tym co bardzo lubię robić :)
Maluszek w dniu zakupu stał niejeżdżony od prawie pół roku, jednak silnik i akumulator okazały się być w stanie bardzo dobrym z plusem można by powiedzieć. Odpalił właściwie od razu jak tylko napompował paliwo do gaźnika :) Zostało napompować opony, odkleić wehikuł od podłoża i ruszać z robotą.
Robota miała odbywać się u tego samego znajomego, u którego robiłem Escorta.. co więcej okazało się, że na jego terenie stoi inny maluch przeznaczony do złomowania, więc co tylko miał w lepszym stanie lub było fajniejsze, natychmiast skonfiskowałem :) Bardzo dobre koła, uchylne tylne szyby, przednia szyba klejona z oryginalnym zielonym pasem (ciężko taką zdobyć), uszczelki drzwi i kilka drobiazgów.
Był już październik, co prawda pogoda niezła, ale wiadome było, że mam niewiele czasu na zrobienie malca.
Rozebrałem całość do gołej karoserii, wymieniłem drzwi (udało mi się dostać niezłe w kolorze). Wszystkie ubytki naprawiłem przy pomocy włókna szklanego - naprawa błotnika, którego właściwie brakowało zajęła mi najwięcej czasu. Musiałem warstwa po warstwie odbudować jakieś 20cm tzw reperaturki. Jak już wspomniałem robiło się chłodno. Przy którejś warstwie włókna dodałem do żywicy zbyt mało katalizatora i wszystko bardzo wolno schło.. Nie chcąc tracić cennego dnia, postanowiłem wykonać przedni spojler zintegrowany z karoserią, taki jaki kiedyś widziałem przy maluchu wyścigowym znalezionym na stronie caban.pl - foto poniżej:
Wykonałem go z blachy ocynkowanej, którą później pokryłem 3 warstwami włókna szklanego (przez to był bardzo mocny) Wyszło tak (foto już na gotowym):
Puściłem sobie odrobinę wodze fantazji i skasowałem wszystkie listwy, wymieniłem zderzaki na chromowane, wygładziłem tylną klapę, umieściłem rejestrację tylną asymetrycznie po lewej stronie i dodałem kilka chromowanych drobiazgów - wycieraczki, ramki przednich migaczy, klamki wewnętrzne i korbki do szyb.. całość oczywiście polakierowałem - wyszło nawet przyzwoicie :)
_________________________________________________________________________________
Fiat 126p "the Pearl"
Powrót do maluszka.. tym razem biała perełka. Nabyty w sumie przez przypadek od znajomej mojego ojca, która potrzebowała "jakiegoś" komputera, a że taki posiadałem (stary PC - wartość około 150 zł) namówiłem ich na transakcję bezgotówkową ;). Stan blacharki bardzo słaby - dziurawa podłoga, drzwi kierowcy nie nadające się do uratowania, na błotnikach nakładki plastikowe, z których jedna odeszła dosłownie z błotnikiem.. Jednak podjąłem się wyzwania, ponieważ była to kolejna okazja na zdobywanie doświadczenia w tym co bardzo lubię robić :)
Maluszek w dniu zakupu stał niejeżdżony od prawie pół roku, jednak silnik i akumulator okazały się być w stanie bardzo dobrym z plusem można by powiedzieć. Odpalił właściwie od razu jak tylko napompował paliwo do gaźnika :) Zostało napompować opony, odkleić wehikuł od podłoża i ruszać z robotą.
Robota miała odbywać się u tego samego znajomego, u którego robiłem Escorta.. co więcej okazało się, że na jego terenie stoi inny maluch przeznaczony do złomowania, więc co tylko miał w lepszym stanie lub było fajniejsze, natychmiast skonfiskowałem :) Bardzo dobre koła, uchylne tylne szyby, przednia szyba klejona z oryginalnym zielonym pasem (ciężko taką zdobyć), uszczelki drzwi i kilka drobiazgów.
Był już październik, co prawda pogoda niezła, ale wiadome było, że mam niewiele czasu na zrobienie malca.
Rozebrałem całość do gołej karoserii, wymieniłem drzwi (udało mi się dostać niezłe w kolorze). Wszystkie ubytki naprawiłem przy pomocy włókna szklanego - naprawa błotnika, którego właściwie brakowało zajęła mi najwięcej czasu. Musiałem warstwa po warstwie odbudować jakieś 20cm tzw reperaturki. Jak już wspomniałem robiło się chłodno. Przy którejś warstwie włókna dodałem do żywicy zbyt mało katalizatora i wszystko bardzo wolno schło.. Nie chcąc tracić cennego dnia, postanowiłem wykonać przedni spojler zintegrowany z karoserią, taki jaki kiedyś widziałem przy maluchu wyścigowym znalezionym na stronie caban.pl - foto poniżej:
Wykonałem go z blachy ocynkowanej, którą później pokryłem 3 warstwami włókna szklanego (przez to był bardzo mocny) Wyszło tak (foto już na gotowym):
Puściłem sobie odrobinę wodze fantazji i skasowałem wszystkie listwy, wymieniłem zderzaki na chromowane, wygładziłem tylną klapę, umieściłem rejestrację tylną asymetrycznie po lewej stronie i dodałem kilka chromowanych drobiazgów - wycieraczki, ramki przednich migaczy, klamki wewnętrzne i korbki do szyb.. całość oczywiście polakierowałem - wyszło nawet przyzwoicie :)
_________________________________________________________________________________










Maluszek to kultowe auto. Miło patrzeć, jak ktoś o nie tak dba :D
OdpowiedzUsuń:)
OdpowiedzUsuńOrientujecie się gdzie w mazowieckim automatyczne skrzynie biegów naprawiają? Ja słyszałem, że Auto Józefów solidnie robią i nie zdzierają z klienta. Dobrze też wiedzieć, że wszystkie rodzaje skrzyni tam można naprawić.
OdpowiedzUsuńsuper auta
OdpowiedzUsuń:)
OdpowiedzUsuńA teraz to samochodów jest już naprawdę dużo. Co chwilę, a właściwie co roku, pojawiają się nowe modele, z których korzysta bardzo wiele osób. Niestety każdy samochód, w każdej chwili może się zepsuć i co wtedy? Na szczęście można liczyć w wielu momentach na pomoc drogową. W mojej okolicy działa firma https://g.page/laweta-niemcy-pomoc-drogowa/ , która zawsze jest na czas i zawsze można liczyć na ich pomoc. Mają bardzo dobre opinie i też dobrą renomę. Poza lawetą firma posiada również warsztat, w którym naprawią Wasz samochód.
OdpowiedzUsuńHistoria samochodów świetna, dlatego myślę, że warto się zainteresować. Ja w tym momencie interesuję się szkoleniami, certyfikatami i umiejętnościami kierowców zawodowych. Myślę, że moglibyście zerknąć sobie na to, co może być Wam potrzebne. Jest wiele osób, które tym wszystkim się zajmują i jest wiele firm, które zajmują się transportem. Myślę, że w obecnych czasach transport to bardzo ważna kwestia. Najważniejsze jest jednak to, aby wybierać firmy, które oferują szkolenia dla pracowników. Sprawdźcie!
OdpowiedzUsuń