OPEL Rekord C z 1970 roku.
Moje oczko w głowie :) Postanowiłem więc poświęcić mu osobną zakładkę na moim blogu.
W 2006 roku, zafascynowany starymi samochodami znalazłem w internecie ogłoszenie dotyczące OPLA Rekorda C z 1970 roku. Zafascynował mnie mimo, że o tym i podobnych modelach Opla nie wiedziałem wtedy zupełnie nic. Oto kilka fotek prosto z owego ogłoszenia:
No i postanowiłem.. wycieczka do Gdańska po 36 letni wtedy samochód
I w taki sposób zaczęła się długa i burzliwa historia moja i mojego Rekorda C :) Wyruszyliśmy w nocy
Przejechaliśmy ponad 350 km i w końcu mogłem nacieszyć oko klasykiem. Okazało się, że jest w wyjątkowo dobrym stanie jak na ten wiek i miliard kilometrów, które przejechał... Właścicielem Rekorda był starszy, miły pan, który jak to bywa, bardzo dbał o auto, ale niestety w swój, własny niekoniecznie profesjonalny sposób, ale jednak dbał :)
Auto nie miało niemalże żadnych oznak korozji, posiadało altualne badanie techniczne oraz opłacone ubezpieczenie.
Oczywiście posiadało wiele wad.. pofalowana blacha.. przedni błotnik po niewielkiej kolizji,Silnik 1.7 w niezłym stanie, jednak z bardzo zużytą, stukającą panewką... Do tego wszystkiego cała masa patentów starszego pana.. druciki, węże ogrodowe zamiast odmy, i cała masa białej pianki wyciętej pod kształty profili umieszczona wszędzie celem wytłumienia hałasów ;) Na koniec na froncie podwójne światła od Fiata 125p lub FSO Poloneza zamontowane na własnoręcznie wykonanych blachach ze stali kwasoodpornej ;)
Wszystko to jednak nie zraziło mnie do Rekorda i kupiłem go cały szczęśliwy :) Przed drogą do domu przystanek na obowiązkową rybkę smażoną (w końcu byłem nad morzem) :) Stacja benzynowa i w drogę! Niestety za daleko nie dojechałem :(( Panewka wytrzymała 80 km i w Pruszczu Gdańskim przekręciła się dobijając silnik...
Tak więc prawie 300 km na holu... to była mordercza jazda z przygodami.. Był koniec stycznia, więc zimno a do tego po drodze zerwała się lina holownicza, a później o mały włos nie staranował nas TIR przez swoje brawurowe wyprzedzanie.. W końcu po wielu godzinach dojechaliśmy na miejsce około 2 w nocy.
Zmordowany całą wyprawą nie miałem już nawet siły się cieszyć. Następnego dnia zacząłem się zastanawiać co z silnikiem bo w sumie odpalał i rozważałem wymianę panewek i pozostanie przy 1.7L na gaźniku. Stało się jednak inaczej.. jeden z moich znajomych kiedy dowiedział się jaki mam problem powiedział, że ma dla mnie silnik w dobrej cenie.
Okazało się, że niedawno rozbił OPLA SENATORA B i sprzedaje go powoli na części.. Takim sposobem nabyłem 3-litrowy silnik od Opla Senatora B, 156 KM i 240 Nm momentu obrotowego, więc zaczęło zapowiadać się bardzo ciekawie. :)
Miałem już silnik, ale nie miałem ani garażu, ani wiedzy, żeby umieścić go w Rekordzie więc zaczęły się poszukiwania... Dowiedziałem się, że znalezienie garażu bez wydawania nie wiadomo ilu pieniędzy graniczy z cudem. Po wielu dniach udało mi się uprosić wuja żeby udostępnił mi swój warsztat na jeden dzień, więc wszystko musiało być dograne na ostatni guzik. Przez kilka dni silnik i auto czekały na te chwilę, ale w końcu się doczekały. :)
Kilka przeróbek, trochę szlifowania i udało się wymienić silnik w tempie expresowym. Praca zakończona została tylko na wkręceniu nowego silnika na miejsce, bo na podłączenie i całą obróbkę nie było już czasu tego dnia :( Rekorda czekały więc kolejne dni w oczekiwaniu, aż znajdę inne miejsce gdzie pod dachem będzie można trochę posiedzieć i pogrzebać przy elektryce, żeby odpalić furę.
Silnik pochodził od Senatora z automatyczną skrzynią biegów więc od takiej wersji miałem całą wiązkę elektryczną, którą musiałem przerobić na wersje manualną :) Potrzebowałem oczywiście schematów i dobrych porad. Wszystko znalazłem na forum Opla Omegi (link do forum znajduje się w zakładce linki), natomiast wątek dotyczący podłączenia elektryki jest tutaj:
Podłączenie elektryki od OPLA Senatora do OPLA Rekorda
Na podstawie zdobytych schematów, oraz po poczytaniu tu i tam, wyprodukowałem wiązkę, która powinna działać jak należy :) W między czasie załatwiłem na kilka dni kolejny tym razem mikroskopijny garażyk, ale musiał wystarczyć. Tam wykonałem cały układ paliwowy (bo tym razem musiał mieć elektryczną pompę paliwa a nie tak jak przy poprzednim silniku mechaniczną. Uchwyt na przepływomierz i całe podłączenie elektryki również udało się wykonać.. niestety estetyki przy tym nie było żadnej bo ciągle musiałem się spieszyć. :(
Założyłem również inne koła, grill i oryginalne przednie reflektory, które na szczęście starszy pan, od którego kupiłem auto mi dorzucił (zdemontowane były ponieważ ze starości zniszczyły się lustra, które udało mi się odnowić w zakładzie, który się tym zajmuje.. podałbym namiar, ale niestety już go nie ma).
Nadeszła w końcu chwila kiedy silnik ożył :))) Po wielu próbach z podłączeniami elektryki i układu paliwowego, ku mojej uciesze skończyło się tak (film):
Rekord ciągle miał ważne opłaty, ale brakowało mi jeszcze dwóch rzeczy, żebym mógł się wreszcie przejechać... Nie miałem wydechu i wału napędowego. Wał wykonała dla mnie firma z Łodzi - oryginalny trzeba było skrócić, żeby pasował do dłuższego silnika i skrzyni biegów pochodzącej z OPLA Manty, a następnie wyważyć go odpowiednio, żeby nie wpadał w wibracje podczas jazdy, gdyż rozkręca się do dość dużych prędkości. Wydech wiadomo... do wydechowca :)) Korzystając z tego, że u wydochowca był kanał, założyłem również wał napędowy..
Tłumikowiec zrobił prosty wydech ze złączką elastyczną i jednym końcowym tłumikiem od OPLA OMEGI 2.5 litra.. z tego lokalu mój Opel Rekord C wyjechał już o własnych siłach. :)
Wygląd ciągle słaby, ale radość z jazdy nieopisana :)
Później miałem znaleźć miejsce w którym mógłbym doprowadzić Rekorda do porządku pod względem blachy i lakieru.. Byłoby to łatwiejsze gdyby Opel jeździł, ale niestety los chciał, że pojeździłem nim tylko jakieś 2 tygodnie i pękł mi drążek stabilizatora... o mały włos nie doszło przy tym do konkretnej kraksy i tyle byłoby z Rekorda.. :( W każdym razie doczłapałem się tego dnia do parkingu strzeżonego niedaleko mnie i tylko co jakiś czas odpalałem i przejechałem się czasem po parkingu, żeby się za bardzo nie zastał... Zdarzyła się kolejna tragedia :( Most w Rekordzie okazał się być zmęczony życiem i przy jednej przejażdżce po parkingu (przyznam, że było bardzo zimno a przejażdżka była intensywna) zwyczajnie się zmielił.. z zębatek nic nie zostało. :(
W ten sposób mój Rekord C został unieruchomiony na dobre na długi czas... Nie udało mi się znaleźć żadnego miejsca gdzie mógłbym go trzymać, do tego praca i wiele innych zajęć spowodowało, że strasznie go zaniedbałem (stał bardzo długo na tym parkingu - przyznam szczerze, że trochę straciłem do niego serce i zapał).
Po długim czasie (ponad rok zdaje się) stwierdziłem, że nie może tak dalej być.. i odpuściłem pomysł, że kiedyś zrobię go samodzielnie. Postanowiłem oddać go do blacharza - lakiernika tego samego zresztą, który bardzo ładnie zrobił moje e36 coupe, w którym potrzebowałem poszerzyć tylne błotniki pod 17 calowe koła od BMW serii 5.
Pomysł wydawał się w porządku, ponieważ znów wróciły do mnie pozytywne myśli, że jednak będę jeździł w końcu moim Rekordem. Dogadałem się z blacharzem, załatwiłem transport i zadowolony ruszyłem w drogę za lawetą:
Na miejscu rozebrałem osobiście wszystko, i wyjąłem ponownie silnik, bo on też miał być odnowiony. Umówiłem się z blacharzem na około 3 miesiące, po których Rekord miał wyglądać jak nowy.
Niestety... wizyta u owego blacharza okazała się moim największym błędem motoryzacyjnym wszech czasów. Zakładałem, że po skończeniu będę jeździł Rekordem a dotychczasowe auto sprzedam.
Jednak z 3 miesięcy zrobiło się ponad 1,5 roku... tak!! 18 miesięcy i co najlepsze, a właściwie najgorsze.. Opel zamiast wyglądać coraz lepiej... wyglądał coraz gorzej :( Moje wkurzenie sięgało zenitu kiedy przy kolejnych wizytach nic konkretnego się nie działo.. po kilku opier... z mojej strony coś zaczęło się ruszać, ale była to raczej aktywność nie mająca na celu odrestaurowania mojego Opla tylko spowodowania, że "coś się jednak dzieje" :(
Moje zdenerwowanie przerodziło się w przerażenie, kiedy któregoś razu po przyjeździe do mojego Rekorda, okazało się.. że ani Rekorda, ani blacharza... ani niczego co należało do niego na terenie nie ma. :(( Kontaktu z gościem jakiegokolwiek również brak.
Zacząłem pytać w innych zakładach działających na tym terenie, co się stało i gdzie jest wszystko i gdzie jest blacharz?! Nikt nic nie wiedział.. masakra. :( Ogarnęły mnie najgorsze obawy, że straciłem auto bezpowrotnie.
Iskierka nadziei pojawiła się kiedy elektryk, z którym wiele razy wcześniej rozmawiałem na temat Rekorda i tego jaki będzie itd., mający zakład na tym terenie, powiedział mi, że mój blacharz zmienił lokal, gdyż z tego go wyrzucili bo nie płacił... nie potrafił podać mi dokładnego miejsca, ale to już było coś.
Wiele razy musiałem jeszcze tam jeździć licząc na to, że w końcu ktoś powie mi gdzie mam szukać tego oszusta.. bo w tym momencie już śmiało mogłem go tak nazywać.
W między czasie, ożeniłem się i wspólnie z Żoną kupiliśmy mieszkanie z wiatą na samochód i ogromną piwnicą, więc wreszcie miałem lokum dla mojego Rekorda i wszystkich jego części :)
Teraz pozostało tylko go znaleźć i przywieźć do domu..
W końcu udało mi się ustalić gdzie ten baran zaciągnął mojego Opla.. nie myśląc długo jeszcze tego samego dnia pojechałem na miejsce z lawetą, żeby odebrać moją własność. To co zobaczyłem na miejscu przekroczyło moje najgorsze oczekiwania.. :(
Rekord stał otwarty, bez szyb, z częściami od niego w środku (cud, że nie poginęły) w szczerym polu niemalże na wsi... :(
Więc spakowałem to co zostało z mojego Opla Rekorda C i przywiozłem do siebie w bezpieczne miejsce. To był 15 lutego 2011 roku.
Postanowiłem, że nikt więcej nie dotknie się do mojego Rekorda i wszystko powoli zrobię sam...
W 2011 roku byłem zaraz po przeprowadzce i zanim wszystko sobie z Żoną poukładaliśmy jak należy, zostało niewiele czasu dla Opla.. jednak robotę nad tym co pozostawił po sobie super fachowiec rozpocząłem.
W pierwszej kolejności posprzątałem w środku i pompą ciśnieniową umyłem dokładnie całe auto, żebym widział z czym będę miał do czynienia podczas roboty.
Zapowiadało się bardzo, bardzo dużo pracy.
Jednak, żeby nie było zbyt cudownie mój sąsiad, z którego wiatą łączyła się moja wiata, zaczął strasznie narzekać na moje prace (które właściwie się jeszcze nie zaczęły), że mu się pyli, brudzi i takie tam. Uznałem, że w sumie ma racje i zamiast zająć się autem, musiałem wyprodukować szczelną przegrodę oddzielającą nasze wiaty. Kilka listew drewnianych, zszywacz tapicerski, pianka montażowa, oraz końcówka rolki z płótnem namiotowym załatwiły sprawę ;)
Pod koniec wakacji i nawet jeszcze w październiku 2011 udało mi się zacząć pracę nad blachą i lakierem. Rozpocząłem od podłogi wewnątrz Rekorda, która na szczęście (tak jak zresztą cała blacha), nie była dziurawa. Starszy pan dbał po swojemu również o blacharkę... na całym samochodzie znalazłem kilka miejsc, w które poprzedni właściciel wspawał łaty z miedzi lub mosiądzu :) Zapewne właśnie przez to działanie, Rekord nie miał żadnych dziur i w sumie w ogóle nie miał za dużo ognisk korozji. :)
Więc szczotka druciana na wiertarkę i do roboty. Każde wyczyszczone miejsce gruntowałem szarym podkładem w sprayu.
W 2011 zdążyłem jeszcze zająć się komorą silnika i przednimi błotnikami, jednak skończyłem tylko komorę. Zaczęło się szybko robić ciemno i po pracy już nie było pod wiatą nic widać... a więc, sezon pierwszy się zakończył takim stanem rzeczy :)
A więc nastąpiło zimowanie :)
Przez cały czas posiadania mojego OPLA REKORDA C, urodziło się w mojej głowie bardzo dużo wizji tego jak chciałbym, żeby wyglądał kiedy już prace nad nim zostaną skończone.. te, które udało mi się zwizualizować postanowiłem tutaj umieścić :) Od śmiesznych, wręcz absurdalnych i takich, które tworzyłem z nudów do tych całkiem przyzwoitych :)
Nie spodziewałem się, że wybór będzie taki trudny i tyle razy będę zmieniać zdanie ;) Pewnego dnia nie tak dawno temu trafiłem w internecie (na v10.pl) na takie zdjęcie:
... i dokonałem ostatecznego wyboru i zrobiłem kilka odmian tego co chciałbym, żeby powstało z mojego Rekorda :) Chciałem aby rzucał się w oczy, a do tego nie przypominał żadnego z Rekordów, które już widziałem :)
w 2012 roku pod koniec kwietnia ponownie zabrałem się do pracy. Teraz wszystko odbywało się bez większych sensacji i mogłem skupić się na dokładnym szlifowaniu i wygładzaniu.
Jak już konkretnie zabrałem się do pracy to ponad 40 lat jestestwa Rekorda okazało się baaardzo upierdliwe i czasochłonne.. szlifowanie, szlifowanie i jeszcze raz szlifowanie... a później jeszcze trochę szlifowania ;)
Wiele warstw lakieru, zaprawek, krzywych spawów, starej, niezdarnie położonej szpachli po wyrównaniu wygląda jak mapa nieznanych jeszcze kontynentów ;)
Na szczęście większość starych warstw udało się zupełnie usunąć w ramach wyrównywania. Wstępne lakierowanie szarym podkładem w sprayu każdego elementu, a do tego kontrast pozwoliło na uzyskanie równej powierzchni, gotowej do dalszego lakierowania.
Tak więc po wielu, wielu godzinach pracy, która nie przyniosła spektakularnego efektu wizualnego ;) przyszedł czas na nagrodę -> podkład docelowy koloru białego :)
Teraz efekt wizualny znacznie lepszy :) Jednak to jeszcze nie koniec szlifowania... tym razem drobnym papierem na mokro w celu wygładzenia morki na grubej warstwie podkładu, czyli ostateczne przygotowanie do lakierowania :)
..i nareszcie efekt końcowy lakierowania (jeszcze bez polerki)
Całość po wielu tygodniach szlifowania i malowania należało dokładnie umyć z pyłu lakierniczego i wszystkiego co się nagromadziło przez tyle czasu.. Więc pomalowany Rekord pierwszy raz ujrzał światło dzienne :)) Fotki trochę słabe bo już powoli robiło się ciemno..
Jako, że sezon 2012 powoli dobiegał końca polerkę zostawiłem na następny rok, żeby wszystko na pewno dobrze się utwardziło ;) Zamiast tego postanowiłem jeszcze wymienić uszkodzony dyferencjał w moście:
A sezon zakończyłem już zupełnie lekko, bo wyczyściłem dokładnie skrzynię biegów, wyczyściłem i pomalowałem silnik i na koniec przygotowałem nowe opony :)
Sezon 2013 coś nie chce się zacząć bo zima nie odpuszcza :/ ...ale liczę, że już niedługo będę mógł zagrać się za składanie wszystkiego ;)
to juz 7 lat? ale ten czas leci :D
OdpowiedzUsuń